"Portret Izerski"
Ten wpis przeczytasz w około 2 minuty
Nazwa projektu fotograficznego, rozpoczętego przeze mnie 24 stycznia 2026 r. Cykl, będący swojego rodzaju dokumentem społecznym, poświęcony jest ludziom, którzy w dużej mierze od lat 80 i 90 XX wieku zaczęli przyjeżdżać w Góry i na Pogórze Izerskie, szukając swojego miejsca na ziemi. Ta górska kraina, leżąca nieco na uboczu, z dala od wielkich miast, od zawsze kusiła swoimi przestrzeniami i spokojem. Artyści, rękodzielnicy, ludzie ciekawi, "kolorowe ptaki" - kto tu nie przyjechał. Cała ta napływowa grupa, początkowo nieliczna, z czasem zaczęła wnikać w tkankę społeczną regionu, kształtując izerską tożsamość kulturową, określaną przez niektórych Izerbejdżanem. Każda z tych historii mogłaby być inspiracją do stworzenia arcyciekawego scenariusza, czy książki. Ja jednak wolę fotografować i opowiadać obrazem. I właśnie te treści chcę utrwalić w formie dokumentu fotograficznego dla nas tu żyjących i dla tych, którzy będą tu po nas. Ocalić tych ludzi przed upływem czasu, przed zapomnieniem w odmętach historii. Dać im godność zachowania w czasoprzestrzeni. Póki wszyscy jeszcze żyją, realizują się, póki Izerbejdżan trwa. Jutra może nie być albo jutro może zmienić wszystko. Tysiące fotografii sudeckich przedstawiają tylko rzeczy ładne, które za wiele nie opowiadają, a jedynie pokazują pocztówkowy wycinek gór, będąc krótkotrwałym i łatwym w odbiorze obrazkiem. A które z nich opowiadają o społeczności tej krainy? Z szacunku do Jeleniogórskiej Szkoły Fotografii, której jestem studentem, wybieram uniwersalną w czasie, najbliższą mi formę czarno-białą, która nie zaburzy odbioru i spójności prac. Wybieram swoją ścieżkę. "Przede mną droga, którą znam, którą ja wybrałem sam".
P.S. Zakulisowa fotografia w nagłówku i krótka historia spotkania: w lipcu 2019 roku w czasopiśmie Polityka trafiłem totalnie przypadkowo na artykuł o izerskiej Troi, w którym opisano Marcina Wawrzyńczaka jako odkrywcę Michelsbaude - zaginionej gospody między obecną Stacją Turystyczną Orle a Rozdrożem pod Cichą Równią. Był to koniec moich studiów w Łodzi, które mnie trochę wyeksploatowały i myślami byłem już w rodzinnych Górach Izerskich. Ten news podziałał na mnie, jak woda na spragnionego wędrowca. Wkrótce okazało się, że Marcin zakłada Wydawnictwo Wielka Izera, w ramach którego będzie tłumaczył i spisywał dawne relacje podróżników z Gór Olbrzymich (Karkonoszy i Izerskich). Zostałem jego czytelnikiem i niedługo później poznałem go. Okazał się ciekawym świata gościem o naprawdę wielu zainteresowaniach i o barwnym życiorysie warszawskim, a obecnie izerskim. Marcina można jeszcze spotkać w pięknym sudeckim domu w podgórskim Chromcu, ale to już ostatnie chwile. W takim momencie najpotężniejszym medium jest fotografia. I o tym jest mój projekt fotograficzny: "Portret Izerski".